Lipiec, po drodze — Kolonia Gimek.
Stara kapliczka przy trakcie na skraju zabudowań. Ktoś postawił ją dawno, dawno temu — może za ocalenie, może za pamięć za kimś bliskim. Chrześcijański krzyż na szczycie. Ławka aby usiąść i się zamyślić, stara z drewna, już szara od deszczów. Kiedy jadę tędy rowerem, zawsze się zatrzymuję i siadam.
Jest tu cisza innego rodzaju niż nad wodą. Woda szumi, cicho rozmawia. Tu — nic. Droga prawie nikomu nie służy, tylko ptakom i tym, którzy jadąc do nikąd szukają czegoś dalej.
Borecki napisał w notatkach przy tym miejscu:
‹Jeden krzyż wystarczy, żeby się zatrzymać i przypomnieć sobie co ważne. Za dużo szumu nas dzisiaj otacza — a tutaj wystarczy jeden znak.›
Zapamiętaj to miejsce — sejf Boreckiego ma cztery zamki, a tu znajdziesz klucz do pierwszego.
W pobliżu Czarnego Pieca przebiegał tak zwany Tatarski Szlak — według lokalnej tradycji miały tędy przechodzić tatarskie oddziały pustoszące Mazury w XVII wieku. Ta droga biegła tędy już wtedy, gdy tatarskie konie zostawiały ślady na niej.