Sierpień — las przed Gimkiem.
Nikt nie wierzy że go tu słyszałem. Słowik. W biały dzień, w lesie sosnowym, przed samym brzegiem jeziora. Mówią że słowik śpiewa nocą — a ten najwyraźniej nie czytał podręczników.
Trele pędzą jedna za drugą — niezwykle szybkie, perlistości, gwiżdżenia, crescenda bez kresu. Borecki siedział i liczył motywy — przestał przy trzydziestym.
‹Najlepszy wokalista puszczy. I wie o tym.›
Rok trzydziesty piąty. Melchior Wańkowicz płynął kajakiem przez Mazury z córką Martą. Słuchał Mazurów — jedynych na świecie, którzy mówili po polsku, a żyli jako obywatele Prus. Napisał o nich książkę i nazwał ją ‹Na tropach Smętka›. Niemcy zakazali jej druku. Przetłumaczyli ją potajemnie z pieczątką ‹ściśle poufne› — egzemplarze były numerowane. Borecki czytał tę książkę przy lampie naftowej i rozpoznawał twarze: pisał o Dłużku, o Jedwabnie, o ludziach stąd. Las ich znał. Smętek ich strzegł.
Puszcza Napiwodzko-Ramucka jest ważna też dla dużych drapieżników — leśne korytarze łączące mazurskie puszcze pomagają wilkom i rysiom przemieszczać się między kompleksami leśnymi. Słowik śpiewa tu spokojnie, bo wie, że las jest bezpieczny.